Blog > Komentarze do wpisu
fryzjerski stres...

W końcu trzeba się od czasu do czasu do fryzjera wybrać. Szkoda, że nie umiem sama sobie obciąć włosów. Ale niestety- za krótkie mam ramiona, które na dodatek nie chcą się wyginać we wszystkie strony.
Zwykle staram się nie przesadzać z wydawaniem pieniędzy na usługi fryzjerskie. Powodowane to moim doświadczeniem. Kilka razy zdarzyło mi się zapłacić niemal jak za "mokre zboże", a rezultat był taki, że trzeba było robić poprawki. Może mam pecha.
Może.
W każdym razie- wybrałam się do zakładu poleconego przez znajomą. Ona zawsze taam chodzi, i jest zadowolona. A niech więc ja spróbuję.
Znajoma jednak zapomniała wspomnieć, że zakład ekonomiczny na kieszeń klienta ma bardzo często zmieniającą się kadrę... 
Poszłam tam raz- i było ok. 
Przyszedł czas na drugą wizytę.
Dziewczyna zmoczyła mi włosy, podcina (bo to tylko skracanie, więc tu i ówdzie podcięła, podcieniowała).
W końcu zabiera się za suszenie. I jakoś ta szczotka jej w ręku nie leży.
Po chwili szamotania przyznała pół żąrtem, pół serio, że ona nie jest najlepsza w używaniu okrągłej szczotki. 
(!!!!)
Prawie mi włosy dębem stanęły.
Jak tylko zapytała, czy tak może być- szybko przytaknęłam i uciekłam z fotela. uch!
Po powrocie do domu, jak łatwo się domyśleć, trzeba mi było samej podciąć kilka kosmyków, które pani fryzjerka dziwnym trafem zostawiła sterczące. Chyba z nożyczkami też nie miała za wiele doświadczenia...
Na szczęście to była bardzo tania wizyta ;)

J.

środa, 31 października 2007, niewidocznie